Płoną góry płoną lasy… -to pierwsze słowa piosenki w wykonaniu zespołu Czerwone Gitary. Na szczęście nie jest to opis pożaru lasu lecz porównanie do kolorów nieba wywołanych przez zachodzące słońce. W ostatnich czasach coraz częściej zdarzają się rzeczywiste pożary lasów i to na ogromną skalę. Jest to dla ludzi wielka tragedia, a jeszcze większa dla flory i fauny na obszarze objętym pożogą. Można sobie wyobrazić, a tak naprawdę tylko gdybać, co przeżywają zwierzęta małe i duże oraz te, których nie widać gołym okiem ciekawskiego przyrodnika.

Na szczęście mamy wspaniałych strażaków, którzy z narażeniem życia ratują płonące lasy. Dziękujemy im za ten trud ratowania obszarów leśnych. Jest wiele przyczyn tego nieszczęścia, jednak najczęściej winny jest człowiek. Nie jest łatwo wybaczyć taki grzech popełniony przez człowieka, całkowicie zależnego od matki natury.
Seniorzy zapewne pamiętają te zbiorowe wyprawy na jagody, wyjazdy pracowników z wielu zakładów na grzyby. W weekendy był wysyp grzybiarzy z autokarów na leśnych drogach.

Leśne smutki – Wyobraźmy sobie o czym gwarzą sobie drzewa w lesie po równie groźnym kataklizmie, jakim jest wichura lub trąba powietrzna czy też inna niszcząca nawałnica. Takie zjawiska pogodowe coraz częściej występują w naszym kraju w okresie letnim.
Pan leśniczy spał tej nocy bardzo niespokojnie. Szalejąca wichura i ulewny deszcz, raz po raz wyrywały go ze snu, wprowadzając w stan niepokoju o leśny rewir, nad którym sprawował opiekę. Drzewostan był dość leciwy i możliwość wiatrołomów z roku na rok stawała się faktem. Chwilami, jakby w półśnie słyszał pojękiwania i szmery leśne dochodzące do jego przytulnej leśniczówki otoczonej ze wszystkich stron ulubionymi krzewami i drzewami różnego gatunku.
– Hej sosno, widzę, że kłaniasz się innym drzewom, niechcący oczywiście, pod wpływem tej nieznośnej wichury. Zwykle nie robisz tego, wyniosła i dumna ze swoich długich, pachnących igieł – zaskrzypiał świerk – odwieczny, kąśliwy sąsiad, bo nikt w lesie nie wie, kto i kiedy go posadził.
A może były samosiejkami – pomyślał świerk – jak te brzozy, które teraz nie wszystkie oparły się nieoczekiwanemu naporowi powietrza z północnego-zachodu. Niektóre z nich zanosiły się płaczem, widząc swe siostry pozbawione pięknych zielonych głów, które leżały gdzieś zaniesione przez złośliwy wiatr, wciśnięte między gałęzie innych gatunków drzew. Kikuty ich białych pni sterczały, stwarzając obraz smutku i rozpaczy. Kiedyś odrosną im gałęzie, wprawdzie tylko boczne, ale zawsze to coś. Nie będą już wprawiały w zachwyt grzybiarzy, ale żyć i rosnąć będą dalej. Inaczej miały się inne drzewa wyrwane z korzeniami. Leżały teraz u stóp innych drzew, jak powalona armia podeptana przez wroga.
– Te drzewa już nie odrosną, świerku – odpowiedziała smutna sosna – ten porywisty wiatr porwał mi parę gałązek i mnóstwo igiełek. Z jednej strony jestem prawie łysa. Nie lubię takich wichur, które przylatują niespodziewanie i nie wiadomo, po co?
– Nie tak znowu niespodziewanie, droga sosno. Od samego rana wszystkie ptaki były nieznośne, jak ludzkie dzieci, kiedy są zawirowania w atmosferze. Latały bez ładu i składu, wrzeszcząc do siebie o pogodowych anomaliach, jakby oglądały pogodynkę w telewizji. Zwierzaki leśne kryły się po kątach i norach lasu, przeczuwając coś, o czym pozornie nie miały pojęcia. Tylko doświadczony obserwator mógł przepowiadać bliżej nieokreśloną nawałnicę.
– Widziałam to – mruknęła sosna, starając się doprowadzić swoje igiełki do porządku – ale nie zwracałam uwagi na tę drobnicę, one tak zawsze się zachowują ze strachu przed niewiadomą siłą.
– A wiesz, sosenko – przymilał się świerk, dumny z tego, że oparł się wiatrowi i nie pozwolił się zniszczyć – gdzieś głęboko w lesie było chyba oberwanie chmury, bo ten leniwy zazwyczaj strumyk, prawie wyschnięty tego lata, płynie teraz z zawrotną szybkością, zabierając po drodze, co popadnie. Przyniósł tu niedaleko całą masę kamieni, gałęzi i różnych śmieci. Ciekawe, po co mu to wszystko. Przecież woda szybko opadnie i jego zbiory pozostaną na brzegu. Naiwniaczek – chichotał świerk.
– Ty to masz fantazję, świerku. Najbardziej żal mi podmytych przez jego nurt korzeni drzew. Cierpią niebożęta, bo odsłonięty korzeń wysycha z czasem i nie przenosi soków czerpanych z ziemi. Nie wspomnę już o niezliczonych żyjątkach, które utopiły się w czasie ulewy i będą smacznym kąskiem dla wszystkich ptaków i gryzoni. Żeby narobić tyle szkód i to za co? Za zapachy, aromaty, runo leśne, nasiona – wymyślała sosna.
– Kto nas obejmie utuli, otrze nasze łzy?
Ja – krzyknął leśniczy, budząc się po potężnym grzmocie, jaki rozległ się w pobliżu jego domu i pognał z łoskotem gdzieś daleko, nie wiadomo gdzie.
– Jak dobrze, że już świt i słońce osuszy to, co zmoczyła ulewa – westchnął leśniczy. Jednak żaden żywioł nie naprawi wiatrołomów, złamanych gałęzi i zrujnowanych brzegów koryta strumienia. A zwierzęta? Co silniejsze pewnie schroniły się przed burzą, reszta zdana jest na los natury.

– Będę musiał wezwać gromadę ludzi do uporządkowania leśnych ścieżek i całych zniszczonych obszarów, którymi się opiekuję – pomyślał prawie na głos leśniczy i odwrócił się na drugi bok, żeby jeszcze choć pięć minut rozkoszować się ciepłym łóżkiem.
Przysłowia Polskie o lasach
– Im dalej w las, tym więcej drzew.
– Lasu i ludzi nigdy nie zabraknie.
– Szedł lasem, a drzew nie widział.
– Nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las.
Lasy to nasze dobro narodowe o które musimy dbać wszyscy, żeby mieć czym oddychać, mieć gdzie odpocząć, zbierać leśne runo. Nie sposób opisać wszelkiego dobra jakie dają nam lasy.
Pozdrawiam Teresa W.




